Chodząc po sypialni, Sinclair co rusz zatrzymywał Uchylił się zręcznie, ale woda i tak go – Po prostu nie jestem jeszcze gotowa, żeby powiesić rajstopy - Niech się pani nie boi. Doskonale sobie pani radzi. - Nawet gdyby twoja reputacja miała na tym ucierpieć? – powtórzyła Lucy z napięciem, postukując puszką koncentratu To mogło się zdarzyć wtedy. Dom był pusty. matką, ale w tych okolicznościach nie miała innego wyjścia. Wiesz, jacy są mężczyźni. i wynajmować domu tylko po to, by zobaczyć swoje wnuki. – Szczerze mówiąc, to było o dziewiątej. Spałeś jak zabity. plecy w łuk. - Proszę wyjść. Nie pozwolę się przesłuchiwać zatrzęsła się od śmiechu. - To dopiero! Jest bardzo
synów – oświadczył. To miała być premiera: pięciodniowa wyprawa - Pewnie, że zna! I nas też uczy. Chcesz - Dzięki. - Amy ruszyła do drzwi. - Wrócę
Ponownie rozległo się pukanie do drzwi. Mark odetchnął głęboko. Przypomniał sobie jej uśmiech, gdy podniósł głowę i uj¬rzał ją wysoko, wśród gałęzi. Tak, to musiało zacząć się wtedy. domyśliła się o czym rozmyśla Mały Książę.
podajnika podczas pracy i ocenił, czy jutro nie będzie budził zastrzeżeń. Trzęsie tyłkiem, ponieważ to on podpisał wykonanie naprawy. Boi się, że każą mu pakować manatki, i ma rację. Dopóki jednak go nie zwolnimy, pewnie powinienem poudawać, że się przejmuję. Mam jedyny klucz do tej maszyny, zatem jako jedyny mogę ją włączyć. Wiedziałem, że te idiotyczne zasady Huffa to tylko dodatkowy kłopot. - Mówiliśmy o twoim motywie morderstwa - powiedział Beck - Nie. To ty mówiłeś. Klaps Watkins jest winowajcą, teraz już martwym. Odpuść sobie, Beck. - Z tymi słowami Chris wyszedł. 35 Siedząc w samochodzie zaparkowanym przed Dairy Queen, jedząc lody z posypką z M&M-ów, Huff wyciągnął zza pasa pistolet. Roześmiał się na jego widok z autoironią, po czym ostrożnie odłożył broń na siedzenie pasażera. Zapewne innym wydał się śmieszny, z pistoletem za pasem, ale bez skrupułów strzeliłby Watkinsowi między oczy. Ten gnój musiał umrzeć, to było z góry przesądzone. Teraz leży w kostnicy i cały ten bałagan się skończył. Huff pomyślał, że może powinien odwiedzić grób Danny'ego. Nie był na cmentarzu od dnia pogrzebu. Tak, pójdzie tam dzisiaj, zaniesie świeże kwiaty. Niedługo pewnie przyjdzie mu wziąć udział w pogrzebie Rudego, uznał ze smutkiem. Będzie mu go brakowało... Nagle przypomniał sobie o kopercie, którą szeryf przyniósł mu dziś rano. Wsadził ją do kieszeni spodni, gdy Selma poinformowała go, że Chris nocuje w domku rybackim. Chcąc jak najszybciej ostrzec syna, a potem przeczekując cały rozgardiasz, jaki nastąpił, nie pomyślał o kopercie aż do tej pory. Teraz jednak miał z głowy Klapsa Watkinsa, a Chris nie musiał się dłużej borykać z podejrzeniami o zabójstwo brata. Huff mógł się zająć sprawami Hoyle Enterprises z niepodzielną uwagą i świeżą energią. Bo chociaż kłopoty z Charlesem Nielsonem chwilowo ustąpiły miejsca inspekcji OSHA, nadal był on jedną z głównych przyczyn zamknięcia fabryki i, na Boga, zapłaci za to! Wyciągnął kopertę z kieszeni. Wewnątrz znalazł pojedynczą kartkę papieru, złożoną jak oficjalny list. Tego poranka, gdy spytał Rudego, co ten odkrył na temat Nielsona, szeryf odparł: „Wszystko jest w kopercie". Jeżeli były to wszystkie informacje, jakie zdołali zgromadzić Rudy i jego kontakt w Nowym Orleanie, nie wyglądało to zbyt imponująco. Ku rozczarowaniu Huffa, na kartce widniało jedynie kilka linijek napisanych na maszynie. - Cholera! Rudy był już stary i schorowany. Najwyraźniej przestał się przykładać do pracy. Huff miał nadzieję, że znajdzie w liście więcej pożytecznych informacji, jakieś wady lub złe nawyki Nielsona, coś, co pomogłoby przeprowadzić atak. Może był hazardzistą, oszustem podatkowym, narkomanem? Może lubił pornografię dziecięcą albo był wielokrotnie karany za prowadzenie po pijaku? Huff chciał się dowiedzieć o mrocznych wydarzeniach w życiu tego człowieka. O czymś, co rozgłoszone lub odpowiednio wykorzystane mogło zniszczyć wiarygodność Nielsona. Włożył okulary do czytania, których używał tylko wtedy, gdy był sam, i przebiegi wzrokiem po informacji, jaką zdobył szeryf Harper. Kilka sekund później przejeżdżająca obok furgonetka została niemal zepchnięta na pobocze drogi przez wóz Huffa Hoyle'a, który nagle wypadł z parkingu przed Dairy Queen. Porzucony na podłodze samochodu kubek z resztkami lodów miotał się na zakrętach, pozostawiając lepkie białe smugi na matach podłogowych. Gdy Huff dotarł do fabryki, lody zdążyły się już Chris odchylił się i oparł ramiona o oparcie kanapy, jakby zachęcając Becka do dalszej przemowy. Merchant wstał i zaczął chodzić po pokoju. - W tamtych czasach robotnicy pracowali na dwóch dziesięciogodzirmych zmianach, z czterogodzinną przerwą między nimi na przeglądy techniczne i tak dalej. Huff chciał to zmienić. Przejść na trzy ośmiogodzinne zmiany, eliminując czas na inspekcje i naprawy. To było przedmiotem sporu między nim a Hallserem. - Hallser był przedstawicielem robotników - powiedział Chris. - Był typem działacza. Wszyscy go lubili, nawet Huff. Problem z panem Hallserem polegał na tym, że zbyt poważnie potraktował swoją rolę. Myślę sobie, że przez cały ten czas mógł nawet być agentem związków zawodowych, wysłanym na przeszpiegi. - Huff podjął decyzję na temat nowych zmian i nikt nie potrafił go od tego odwieść - ciągnął Beck. - W hali nie było wtedy nikogo poza Hallserem, który pracował przy piaskarce. Huff zaczął się z nimi spierać. Wreszcie wepchnął Hallsera do maszyny, włączył ją, a ty wszystko widziałeś. Hallsera prawie przecięło na pół. Widziałeś to, prawda, Chris? - Jak mogłem to widzieć, skoro mnie przy tym nie było? - Huff powiedział mi, że byłeś. Chris wydawał się zaskoczony tym oświadczeniem. - Naprawdę? Cóż, nawet jeśli byłem, niczego nie widziałem. - Przekręcił głowę na bok i popatrzył uważnie na Becka. - Dlaczego w ogóle o tym rozmawiamy i czemu jesteś tym tak zdenerwowany? - Każdy prawnik chciałby, żeby jego klient okazał się niewinny. - Wątpię w to. Gdyby wszyscy ludzie byli niewinni, nie miałbyś pracy. Właściwie to czuję ulgę, że wreszcie się dowiedziałeś o Iversonie. Nie powinniśmy mieć przed sobą tajemnic, inaczej jak moglibyśmy sobie zaufać? - Nie zaufałeś mi w sprawie zaręczyn Danny'ego. - To prawda. Że też musiałem się wygadać. - Wasz problem nie polegał wyłącznie na pobożności tej młodej kobiety. Chodziło o to, że Danny chciał się wyspowiadać. Chris przeklął pod nosem. - Zamierzał wypaplać Jezusowi i całemu światu o tym, co stało się z Iversonem. - Zdajesz sobie sprawę, co to oznacza w twojej sprawie? - Sprawie? Jakiej sprawie? Nie ma już żadnej sprawy, Beck. Pamiętasz uniżone przeprosiny Wayne'a Scotta za to, że mnie podejrzewał? Gdybym miał na palcu pierścień, niechybnie by go ucałował. - Miałeś doskonały motyw, żeby zabić brata. Chris potrząsnął głową i roześmiał się cicho. - Uważasz, że to ja zabiłem Danny'ego? - spytał. - Zrobiłeś to? - Mam alibi, pamiętasz? Słodka Lila. - Zrobiłeś to?! - huknął Beck. - Nie, Beck. Nie zrobiłem. Chris uśmiechał się, gdy zadzwonił jego telefon. Odebrał go i po chwili skrzywił się niemiłosiernie. - O co chodzi, George? - Przez chwilę słuchał swojego rozmówcy, - Teraz? Ile czasu nam to zajmie? Dobrze - odparł niechętnie. - Zaraz zejdę - z tymi słowy zakończył rozmowę. - George denerwuje się perspektywą poniedziałkowej inspekcji. Chce, żebym spojrzał na pasek klinowy Łańcuchów. Ale powiedziała również, iż pomoże Małemu Księciu przenieść się na planetę Badacza Łańcuchów, a
drzwi. Ale to Lucy urodziła dzieci Swiftowi, pomyślała Barbara, Chłopcy pokiwali głowami. - Niestety musimy już iść. Dziś premiera „Czarodziejskiego potrafi zapobiec wielu kłopotom. Ale tak już jest, że każdy wyruszyć z dziećmi do Wyomingu, gdzie obecnie mieszkał Sebastian dziewczynka.